Dzieci w przestrzeni publicznej. Zofia Ożarek-Wodzinowska MigatoMama w programie "Halo Tu Polsat"
|

Dzieci w przestrzeni publicznej. MigatoMama w programie „Halo Tu Polsat”

„Dzieci w przestrzeni publicznej – tak czy nie?” – to był temat, na jaki rozmawiałam w programie telewizyjnym „Halo Tu Polsat”. Dodatkowo jest to temat, który często poruszam na swoich profilach MigatoMama. Program prowadzili Maciek Rock i Agnieszka Hyży, a poza mną gośćmi byli również Roksana Benedykciuk psycholog dziecięca, oraz Agnieszka Wis.

Dzieci w przestrzeni publicznej. Zofia Ożarek-Wodzinowska MigatoMama w programie "Halo Tu Polsat"
MigatoMama Zofia Ożarek-Wodzinowska w programie telewizyjnym „Halo Tu Polsat”. Źródło: IG Halo Tu Polsat
Dzieci w przestrzeni publicznej. Zofia Ożarek-Wodzinowska MigatoMama w programie "Halo Tu Polsat"
MigatoMama Zofia Ożarek-Wodzinowska w programie telewizyjnym „Halo Tu Polsat”. Źródło: IG Halo Tu Polsat

Obejrzyj fragment: Zofia Ożarek-Wodzinowska MigatoMama w „Halo tu Polsat”

Dzieci w przestrzeni publicznej — tak czy nie? Broniłam swojego stanowiska w „Halo tu Polsat”

Dzieci w restauracji, w samolocie, w komunikacji miejskiej, w kinie — tak czy nie? To pytanie wciąż budzi w Polsce ogromne emocje. Dlatego kiedy zostałam zaproszona do „Halo tu Polsat”, żeby porozmawiać o dzieciach w przestrzeni publicznej, wiedziałam, że to będzie gorąca dyskusja. I była.

W studiu nie wszyscy mieli to samo zdanie — i dobrze, bo to właśnie z różnicy poglądów rodzi się wartościowa rozmowa. Jedna ze współgościń, Agnieszka, broniła stanowiska, że dzieci w restauracjach to często problem. Ja reprezentowałam pogląd przeciwny. W tym artykule rozwijam to, co powiedziałam na antenie — bo temat dzieci w miejscach publicznych zasługuje na więcej niż kilka telewizyjnych minut.

MigatoMama w „Halo tu Polsat” – o co poszło?

Punktem zapalnym była historia opowiedziana przez Agnieszkę w studiu: sytuacja w restauracji, w której Mama rzekomo przewijała dziecko przy stoliku, bo zabrakło odpowiedniego miejsca. Dla Agnieszki był to dowód na „brak kultury” i argument za tym, by obecność dzieci w restauracjach ograniczać. Ze strony prowadzącego pojawił się nawet pomysł — z przymrużeniem oka, ale jednak — wydzielania osobnych stref czy „ścieżek” dla rodzin z dziećmi.

I tutaj zdecydowanie się nie zgadzam. Bo różnica między „restauracją bez krzyku” a „restauracją bez dzieci” jest fundamentalna — i zaraz Wam wytłumaczę, dlaczego.

MigatoMama: wykluczajmy konkretne zachowania, nie ludzi

To zdanie powtórzyłam w studiu „Halo Tu Polsat” kilka razy, bo dla mnie jest sednem całej dyskusji: restauracja bez krzyku wyklucza konkretne zachowanie. Restauracja bez dzieci wyklucza człowieka. A to dla mnie niedopuszczalne.

To ogromna różnica. Gdyby w lokalu obok nas hałasowała grupa nietrzeźwych dorosłych, nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby wprowadzać „restauracje bez dorosłych”. Powiedzielibyśmy: nie sprzedajemy alkoholu osobom pod jego wpływem, nie tolerujemy zakłócania spokoju. Reagujemy na zachowanie. Nie wykluczamy całej grupy ludzi ze względu na to, kim są.

Dzieci w przestrzeni publicznej. Zofia Ożarek-Wodzinowska MigatoMama w programie "Halo Tu Polsat"
MigatoMama Zofia Ożarek-Wodzinowska w programie telewizyjnym „Halo Tu Polsat”. Źródło: IG Halo Tu Polsat

Dziecko nie jest zachowaniem. Dziecko jest człowiekiem. Małym, dopiero uczącym się funkcjonować w grupie — ale człowiekiem. I jeśli zaczynamy projektować przestrzeń tak, żeby tego człowieka w niej nie było, robimy coś znacznie groźniejszego niż „dbanie o ciszę przy obiedzie”.

Dlaczego „przestrzenie bez dzieci” to niebezpieczna droga

Powiem wprost, bo to dla mnie ważne: tworzenie przestrzeni „bez” — niezależnie, jakiej grupy społecznej dotyczy — sprzyja jej dehumanizowaniu. A historia nieraz pokazała nam, dokąd to prowadzi.

Kiedy zaczynamy mówić o dzieciach jak o problemie — o „wrzeszczących bąbelkach, które przeszkadzają”, a o ich Matkach jak o kobietach, które „zamiast mózgu mają hormonalną papkę” — przestajemy widzieć ludzi. Zaczynamy widzieć kłopot do usunięcia z pola widzenia. I to jest moment, w którym jako społeczeństwo powinniśmy się zatrzymać.

Chcę być tu bardzo uczciwa: nie uważam, że to powinno być regulowane prawnie. Szanuję argumenty o wolnym rynku i nigdy nie chciałabym narzucać komuś, jak ma prowadzić swój biznes. Nie chodzi mi o zakazy. Chodzi mi o coś znacznie trudniejszego — o zmianę sposobu, w jaki myślimy o dzieciach w społeczeństwie.

Obejrzyj film MigatoMama: Dlaczego „przestrzenie bez dzieci” to niebezpieczna droga

Dzieci w restauracji — czego naprawdę możemy oczekiwać?

Bycie po stronie dzieci nie oznacza, że uważam, iż „wszystko wolno”. Wręcz przeciwnie. Mam bardzo jasne oczekiwania — tyle że kieruję je do obu stron.

Dzieci w przestrzeni publicznej. Zofia Ożarek-Wodzinowska MigatoMama w programie "Halo Tu Polsat"
MigatoMama Zofia Ożarek-Wodzinowska w programie telewizyjnym „Halo Tu Polsat”. Źródło: IG Halo Tu Polsat

Czego możemy oczekiwać od rodziców:

  • Reagowania. Rodzic powinien próbować kontrolować sytuację i pomagać dziecku w regulacji trudnych emocji, wychowywać dziecko i uczyć je życia w grupie oraz poszanowania granic innych ludzi.
  • Wysiłku. A tego zazwyczaj nie brakuje, bo rodzic dziecka, które płacze np. w samolocie, najczęściej wychodzi z siebie, żeby było ono jak najmniej uciążliwe dla otoczenia.

Czego dzieci i rodzice mogą oczekiwać od nas — reszty:

  • Empatii. Maluchy nie mają jeszcze takich narzędzi do samoregulacji emocji jak my, dorośli. Czasem krzyczą, czasem płaczą — i to jest fizjologicznie normalne.
  • Wyrozumiałości. Kiedy widzimy, że dziecko ma trudny moment, a rodzic robi wszystko, co może — nie rzucajmy miażdżących spojrzeń.
  • Szacunku do prywatności. Nie nagrywajmy dzieci i rodziców z ukrycia, żeby potem wrzucić takie nagranie do internetu i jeszcze bardziej zepchnąć ich na margines.

Dzieci w samolocie i komunikacji miejskiej — to często konieczność

Osobno chcę powiedzieć o podróżowaniu, bo tu argument „niech siedzą w domu” kompletnie się rozpada.

Samolotem i komunikacją miejską podróżujemy nie tylko dla przyjemności. Czasem to po prostu konieczność — wizyta u lekarza, przeprowadzka, dojazd do rodziny. Rodzic z małym dzieckiem nie zawsze ma wybór. A nawet jeśli podróżuje dla przyjemności — to też ma do tego prawo.

Zwróćcie zresztą uwagę na pewną niespójność. Z jednej strony mówimy Mamom: „macierzyństwo to nie koniec życia, wróćcie do ludzi, czerpcie z życia garściami, nie zamykajcie się w domu”. A z drugiej — „tylko nie wychodźcie z dzieckiem tam, gdzie ja jestem”. Tego się po prostu nie da pogodzić. Albo Mama ma prawo do życia w przestrzeni publicznej razem ze swoim dzieckiem, albo nie ma go wcale.

Spokojniejsza podróż zaczyna się od dobrej komunikacji

Powiem Wam coś z doświadczenia mamy dwójki maluchów: w przestrzeni publicznej — w samolocie, w restauracji, w autobusie — najłatwiej jest tym rodzicom, którzy potrafią się ze swoim dzieckiem porozumieć. Dziecko, które umie pokazać i powiedzieć, że jest głodne, zmęczone albo że coś je boli, znacznie rzadziej wpada w trudny moment z bezsilności — bo nie musi „krzyczeć całym sobą”, żeby zostać zrozumiane.

Właśnie dlatego napisałam poradnik „Rozgadaj Malucha. Jak szybko nauczyć dziecko mówić”. Zebrałam w nim wszystkie triki i metody, które pomogły nam szybko nauczyć mówić nasze dziecko — wszystko poparte badaniami naukowymi i sprawdzone w naszej rodzinnej codzienności. Znajdziecie go w moim sklepie na migatomama.pl w wersji do czytania (ebook), do słuchania (audiobook) lub jako komplet ebook + audiobook. Im wcześniej dziecko zacznie się komunikować, tym spokojniej przejdziecie razem przez każde wyjście z domu.

Obejrzyj film MigatoMama: Co myślicie o dzieciach w samolocie?

Co dajemy, to wraca

Jest jeszcze jeden argument, który dla mnie jest najważniejszy — i ma niewiele wspólnego z restauracjami, a wszystko z tym, jakim jesteśmy społeczeństwem.

Dzieci uczą się przez przykład. Jeśli za kilkanaście lat chcemy żyć w społeczeństwie ludzi życzliwych i empatycznych — okażmy tę życzliwość i empatię dzieciom oraz ich rodzicom już dziś. Bo to dzisiejsze maluchy będą tworzyć świat, w którym my się zestarzejemy.

A starość bywa nieefektowna. Kiedyś sami możemy być tymi, którzy nie pachną najładniej, mówią za głośno, bo gorzej słyszą, albo czegoś nie pamiętają. Pokażmy dzieciom już teraz, jak chcemy być wtedy traktowani. Co dajemy, to wraca — w krótszej albo dłuższej perspektywie.

Historia, której nie zapomnę

Po tym, jak nagrałam swój pierwszy film o dzieciach w restauracjach, dostałam od Was mnóstwo wiadomości. Jedna poruszyła mnie tak bardzo, że zapamiętam ją chyba do końca życia.

Jedna z moich obserwatorek była z mężem w restauracji. W pewnym momencie weszła rodzina — dwoje rodziców i ich prawie dorosły syn z niepełnosprawnością. Jej pierwsza myśl: „proszę, żeby nie usiedli obok nas”. Usiedli. Rodzice nakarmili syna, bo sam nie potrafił tego zrobić. Było kilka momentów, w których musieli go uspokajać.

A kiedy wychodzili, ojciec przystanął przy jej stoliku, uśmiechnął się i powiedział: „Dziękuję. Za to, że Państwo nie wyszli. Dawno tu z żoną nie byliśmy, a dzisiaj jest nasza rocznica ślubu”. 

Ta historia mówi wszystko. Za każdym „głośnym dzieckiem” i każdą „uciążliwą rodziną” stoi czyjeś życie, czyjaś rocznica, czyjś trudny dzień i czyjaś ogromna codzienna praca. Wystarczy się nie odwrócić.

Najczęstsze pytania o dzieci w przestrzeni publicznej

Czy dzieci powinny być w restauracjach?

Moim zdaniem — tak. Restauracja to przestrzeń publiczna, a dzieci są częścią społeczeństwa. Rozwiązaniem nie jest „restauracja bez dzieci”, tylko reagowanie na konkretne zachowania zakłócające spokój — dokładnie tak, jak reagujemy na hałaśliwych dorosłych. Wykluczamy zachowanie, nie człowieka.

Co zrobić, gdy dziecko płacze w samolocie?

Z perspektywy rodzica: warto dobrze zaplanować podróż (pora lotu, drzemka, przekąski, coś do ssania na zmianę ciśnienia), zachować spokój i robić swoje. Z perspektywy współpasażera: okazać empatię. Małe dziecko nie płacze „złośliwie” — ono fizycznie nie potrafi jeszcze samo regulować emocji i potrzebuje do tego pomocy dorosłego. Zawsze można też wyposażyć się w dobre słuchawki zagłuszające – nie tylko ewentualny płacz, ale też głośne rozmowy dorosłych pasażerów czy ryk silników.

Czy strefy „bez dzieci” to dobre rozwiązanie?

Uważam, że nie. Tworzenie przestrzeni „bez” danej grupy sprzyja jej dehumanizowaniu. Nie chodzi o regulacje prawne — chodzi o zmianę nastawienia. Lepszym kierunkiem jest „przestrzeń bez krzyku” (reagujemy na zachowanie) niż „przestrzeń bez dzieci” (wykluczamy ludzi).

Jak pomóc dziecku w trudnym momencie w miejscu publicznym?

Małe dziecko potrzebuje do regulacji emocji obecności spokojnego dorosłego — bliskości, wyciszenia, nazwania tego, co czuje. Bardzo pomaga też nauczenie dziecka jak rozpoznawać i nazywać emocje zawczasu — zanim pojawi się trudny moment w restauracji czy samolocie. Z myślą o tym stworzyłam Zestaw Audiobajek o EMOCJACH o Bobisiu — pełną ciepła serię edukacyjnych bajek do słuchania, które pomagają dzieciom oswoić złość, smutek czy przebodźcowanie. Do zestawu dołączam też mini-ebook o emocjach dla rodziców. Wszystko znajdziecie w sklepie na migatomama.pl.

Podsumowanie

Dyskusja o dzieciach w przestrzeni publicznej tak naprawdę nie jest dyskusją o restauracjach ani o samolotach. Jest dyskusją o tym, jakim chcemy być społeczeństwem — czy takim, które spycha najsłabszych na margines, czy takim, które przyjmuje ich z życzliwością i wyrozumiałością.

W „Halo tu Polsat” powiedziałam to, co powtórzę i tutaj: wykluczajmy zachowania, nie ludzi. Reagujmy na krzyk, ale nie przekreślajmy dziecka. Bo bez dzieci — jako naród, jako cywilizacja — po prostu przestaniemy istnieć. Nie jesteśmy samotną wyspą.

A wy jak myślicie — dzieci w restauracji i w samolocie: tak czy nie? Dajcie znać w komentarzach na moim Instagramie @migatomamaTen temat porusza mnie szczególnie i bardzo chcę poznać Wasze zdanie. A jeśli chcecie wesprzeć swoje dziecko w nauce komunikacji i oswajaniu emocji — co realnie ułatwia każde wyjście z domu — zajrzyjcie do mojego sklepu na migatomama.pl. Znajdziecie tam mój poradnik „Rozgadaj Malucha. Jak szybko nauczyć dziecko mówić” oraz Zestaw Audiobajek o EMOCJACH o Bobisiu — edukacyjne bajki do słuchania, które uczą najmłodszych rozpoznawać i oswajać złość, smutek oraz przebodźcowanie.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda nasza rodzinna codzienność, zapraszam Cię na profile @migatomama na Instagramie, TikToku, Facebooku i YouTubie.

Słowa kluczowe: dzieci w przestrzeni publicznej, dzieci w restauracji, dzieci w samolocie, MigatoMama Halo tu Polsat, restauracja bez dzieci, dzieci w miejscach publicznych, empatia wobec dzieci, Rozgadaj Malucha, audiobajki o emocjach Bobiś, bajki o emocjach dla dzieci

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *