MigatoMama w „Dzień Dobry TVN” mówi o macierzyństwie bez lukru, ale z czułością. Oto jej manifest
MigatoMama w „Dzień Dobry TVN”
Kiedy pojawiłam się w „Dzień Dobry TVN”, powiedziałam na antenie zdanie, które ruszyło widzów: „Dziecko samo na świat się nie zaprosiło”. Rozmawialiśmy o nowym spojrzeniu na macierzyństwo – bez lukru, ale z czułością. O tym, dlaczego pokazuję jasną stronę bycia Mamą w czasach, w których wszyscy się ścigają, kto ma gorzej. O prywatności dzieci w internecie. I o tym, dlaczego – choć zabrzmi to kontrowersyjnie – w tym momencie życia nie szukam czasu dla siebie. Wszystko, co nie zmieściło się w telewizyjnych minutach, rozwijam w tym artykule. Obejrzyj: MigatoMama w „Dzień Dobry TVN”.

Dziś zaczęliśmy się ścigać i licytować, kto ma gorzej. Kto bardziej zmęczony, kto bardziej wykończony, kto ma gorsze dziecko, kto ma trudniejszą codzienność. I gdzieś po drodze pogubiliśmy to, co w macierzyństwie jasne, ciepłe i wzmacniające.
Dlatego – z całą świadomością – pokazuję drugą stronę. Nie tę instagramową, gdzie dzieci były ubrane w kokardy i wszyscy się ciągle uśmiechają. Tę realną, ale ciepłą. Tę, w której macierzyństwo jest źródłem radości, rozwoju osobistego i czułości — mimo wielu wyzwań.
„Dziecko samo na świat się nie zaprosiło”
„MigatoMama w 'Dzień dobry TVN’ powiedziała że…” – to była fraza, która często przewijała się na moich profilach po emisji tego odcinka. A co konkretnie wzbudziło takie emocje? „Dziecko samo się na świat nie zaprosiło”. Powiedziałam to w „Dzień Dobry TVN” i to zdanie zostało z widzami na długo. Bo widzicie, jest jeden trend, który mnie naprawdę niepokoi: rodzice publicznie spowiadający się z żalu związanego z macierzyństwem, nagrywając przy tym swoje własne dziecko.
Dziecko jest obok. Słyszy. Patrzy. I to ono samo na świat się nie zaprosiło – to my podjęliśmy decyzję, że pojawi się w naszym życiu. To my mamy obowiązek się nim zaopiekować – także w wymiarze emocjonalnym i medialnym.
Możemy mówić szczerze o trudach macierzyństwa. Ja sama o nich mówię. Ale dla mnie ważne jest, żeby robić to z głową, bez wciągania w to dziecka, bez stawiania go w sytuacji, w której dorasta z poczuciem, że było „błędem” albo „problemem” swoich rodziców.
Obejrzyj: MigatoMama w „Dzień dobry TVN”
Prywatność dzieci w internecie – moja zasada
Coraz więcej rodziców zastanawia się, czy publikować swoje dzieci w sieci. Ja również się nad tym długo zastanawiałam i wypracowałam własne zasady, którymi się dzielę:
- Nie pokazuję wizerunku moich dzieci. Nie zobaczycie ich twarzy na moim Instagramie ani TikToku.
- Nie ujawniam ich imion. Nazywam ich po prostu „synek” i „córeczka” albo Bąbel i Bąbelina.
- Filmiki nagrywam przy okazji codzienności – kiedy gotuję obiad, sprzątam, gdy robimy zwykłe rodzinne rzeczy.
- Cała moja aktywność w social media to jakaś godzina naszego życia tygodniowo. Reszta to po prostu my, w domu, bez kamery.
Nie chcę, żeby sfera prywatna mojej rodziny była powszechnie dostępna i oceniana przez obcych.
Wczesna komunikacja z dzieckiem – gesty i nie tylko
Kiedy planowaliśmy z mężem dzieci, jednym z naszych priorytetów było: jak najszybciej zacząć się z nimi komunikować. Po co? Żeby ułatwić sobie rodzicielstwo. Żeby wiedzieć, kiedy dziecko jest głodne, zmęczone, kiedy je coś boli.
Jednym ze sposobów, który polecam każdej młodej Mamie, są gesty. Proste, intuicyjne ruchy, którymi dziecko może pokazać, czego potrzebuje, długo zanim nauczy się mówić.
Co ważne – nie trzeba uczyć się żadnego oficjalnego systemu gestów. Wymyślcie własne, intuicyjne ruchy z dzieckiem. Najważniejsze, żeby były powtarzalne i żeby cała rodzina ich używała.
A jeśli chcesz nauczyć się komunikacji z własnym dzieckiem od pierwszych miesięcy – zerknij do mojego poradnika „Rozgadaj Malucha. Jak szybko nauczyć dziecko mówić”.
Najprostsze gesty na start:
- Pokazanie buzi i dłoni – „chcę jeść”
- Pocieranie oka – „jestem zmęczony”
- Wskazanie palcem – „chcę to”
- Pokazanie głowy/brzuszka/nóżki – „tu mnie boli”
- Klepnięcie w siedzenie – „chcę siku/ku”
Gesty pojawiają się u dzieci znacznie wcześniej niż mowa – często już około 6. miesiąca życia. To okno czasowe, w którym dziecko jest gotowe komunikować się z nami, ale jeszcze nie ma fizjologicznych możliwości, żeby mówić. Szkoda je zmarnować.
Czas dla siebie? Powiem coś kontrowersyjnego
Wiem, że to, co teraz powiem, niektórym się nie spodoba.
Nie potrzebuję teraz czasu dla siebie. I to jest świadoma decyzja.
Mam dwoje malutkich dzieci. Synek ma trzy latka, córeczka jest niemowlakiem. To czas, którego już nigdy nie odzyskam. Pierwsze słowa, pierwsze kroki, pierwsze przytulenia – to wszystko dzieje się TERAZ, raz, i więcej się nie powtórzy. Nie chcę spędzać tych chwil, planując ucieczkę od nich.
Świadomie decyduję się, żeby większość mojej siły i energii poświęcić na czas z dziećmi. Ufam, że więcej czasu dla siebie kiedyś jeszcze przyjdzie – kiedy dzieci pójdą do szkoły, kiedy będą bardziej samodzielne. Teraz to jest moja inwestycja. Świadoma.
Czy to oznacza, że nie odpoczywam?
Wręcz przeciwnie. Odpoczywam – tylko inaczej. Z dziećmi, w naszym tempie. Spacery, gotowanie, czytanie książeczek, drzemka kiedy mała śpi. To dla mnie odpoczynek, bo nie ma w nim presji „muszę zdążyć”.
Co innego, jeśli ktoś jest na granicy wyczerpania, depresji poporodowej, kompletnego wypalenia. Wtedy czas dla siebie nie jest fanaberią – jest koniecznością medyczną. I tu absolutnie zachęcam do szukania pomocy: u partnera, rodziny, terapeuty, lekarza. Dbanie o siebie jest częścią dbania o dziecko.
Ale dla mnie, w tym momencie życia, macierzyństwo jest priorytetem. I to też jest okej.
Macierzyństwo z czułością – co to dla mnie znaczy?
Coraz częściej w przekazie publicznym pojawia się ostrzeżenie: „nie bądź matką helikopterem”, „nie osaczaj dziecka miłością”, „daj mu przestrzeń”. Zgadzam się – przesada jest niezdrowa. Ale my, jako społeczeństwo, poszliśmy chyba za daleko w drugą stronę.
Według mnie warto wychylić się troszeczkę w stronę czułości. Bardziej się przytulać, częściej mówić „kocham cię”, częściej okazywać dziecku, że jest dla nas ważne. Bo to są fundamenty, na których budujemy całe jego późniejsze życie.
Nie chcę być rodzicem-bryłą lodu. Chcę być rodzicem, do którego moje dzieci kiedyś wracają – nie z obowiązku, ale z miłości. Bo wiedzą, że dom to bezpieczne miejsce, pełne czułości i akceptacji.
Najczęstsze pytania o świadome macierzyństwo
Co zrobić, gdy Mama nie ma siły na czułość?
Zatrzymaj się. To sygnał. Brak siły to nie jest lenistwo ani „zła Mama” – to wyczerpanie. Poszukaj wsparcia: męża, partnera, rodziny, przyjaciółki, terapeuty. Czułość zacznie wracać, kiedy zaczniesz dbać o siebie.
Podsumowanie
Macierzyństwo bez lukru, ale z czułością. Tak najkrócej można podsumować moją filozofię. Nie udaję, że wszystko jest piękne. Ale nie chcę też pokazywać tylko tego, co trudne. Pokazuję życie – z jego światłem i cieniem – i staram się, żeby światła było więcej.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda nasza rodzinna codzienność, zapraszam Cię na profile @migatomama na Instagramie, TikToku, Facebooku i YouTubie.
A jeśli chcesz nauczyć się komunikacji z własnym dzieckiem od pierwszych miesięcy – zerknij do mojego poradnika „Rozgadaj Malucha. Jak szybko nauczyć dziecko mówić”.